Oj..
Więc tak.
Dopadł mnie urlop, więc przygotowałem sobie front robót w postaci materiałów i urządziłem sobie piekło. Nigdy więcej. Oprócz elektryki resztę kabli postanowiłem sam zrobić i właśnie do takiego wniosku doszedłem. Ja jednak stworzony jestem do pieszczot.. :-))
A tak przy okazji.. Dachówka wciąż jedzie. Już mi nawet przykro jest patrzeć na tę ekipę od dachu co to przyjeżdża co rano z nadzieją jeszcze większą niż ja, że dach się z miejsca ruszy, że będzie materiał, że będzie co robić.
W przyszłym tygodniu przyłącza. Wczoraj kibelek postawiłem (używany, po sąsiedzku od brata, ale jest!). Toytoya wykonawca zabrał któregoś dnia, na zdrowie, niechaj innym służy - swoje przeżył ;-)
Cały czas coś się dzieje. Ten kawałek ziemi, dom (!), wydaje się już żyć własnym życiem. I dobrze, i o to chodzi.
Komentarze